Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Hopasa – debiut fonograficzny High Definition Quartet

Grzegorz Dąbrowski Grzegorz Dąbrowski

Powakacyjny sezon płytowy rozpoczął się iście po hitchcockowsku: trzęsieniem ziemi, oczywiście przy założeniu , że napięcie stale będzie rosnąć. W każdym razie debiut fonograficzny kwartetu High Definition, o którym mowa, zasługuje na miano ważnego wydarzenia. Już to ze względu na młody wiek muzyków, ale przede wszystkim dojrzałość wspólnie wypracowanego dzieła, którego Hopasa jest zwieńczeniem.

High Definition Quartet to zespół założony przez Piotra Orzechowskiego, pianistę , znanego jako Pianohooligan, który gościł już na naszych łamach w związku z solową płytą, w której na warsztat wziął własne fortepianowe opracowania dzieł Pendereckiego. Razem z nim kwartet tworzy kontrabasista Alan Wykpisz, saksofonista Mateusz Śliwa i perkusista Patryk Dobosz. Zespół, mimo krótkiego stażu (niespełna trzy lata) może się pochwalić m.in. I Nagrodą na Jazz Hoeilaart w Belgii. Trudno zatem mówić o nich, jak o cudownych dzieciach jazzu, są to muzycy z bagażem doświadczeń i godzinami wspólnej pracy oraz z głowami pełnymi świeżych pomysłów. I w tym punkcie ich życia pojawiła się Hopasa.

Trzon kompozytorski płyty jest dziełem Orzechowskiego i przyznam szczerze nie od razu się do jego koncepcji przekonałem. Płyta zbudowana jest na kontrastach zarówno w makroformie, jak i mikrostrukturach. Nie licząc krótkiego, freejazzowego Intro, tworzy ją pięć kompozycji ułożonych w sposób, który nasuwa luźne skojarzenia z konstrukcjami o klasycznej proweniencji, czy to z barokową suitą, czy formą sonatową: szybka – wolna – szybka – wolna – szybka. Każdy z utworów posiada wyraźny temat poddawany improwizowanym opracowaniom, z czego wynika, że muzycy, choć dążą do rozwoju języka brzmieniowego, nie zrywają z tradycją standardu jazzowego, potraktowanego jednakże nowatorsko, co stanowi kolejny kontrast. Stylistycznie „poprawne” tematy poddawane są przez muzyków opracowaniom  daleko odchodzącym od harmonicznych ram, nie zrywającym na szczęście kontaktu ze słuchaczem. Powroty do głównego wątku nie zawsze brzmią naturalnie, ale skłaniają do refleksji w kontekście tradycyjnej materii, z którą twórczo korespondują. Warto w tym miejscu także wspomnieć (o czym napomknąłem wyżej) o utworze Ana Maria, kompozycji Wayne’a Shortera, opracowanej jednak zupełnie inaczej (kolejny kontrast?). Skupienie na barwie i wybrzmiewaniu w swoiście sonorystyczny sposób sprawia, że brzmi ona lekko, tajemniczo, eterycznie…

Wspomniałem na początku, że nie od razu przekonałem się do koncepcji architektonicznej tej płyty. Intro, szalone i niezdeterminowane, nakierowało mnie na zupełnie inne tory percepcyjne, przez co reszta z pozoru wydała mi się „zbyt” klasyczna w brzmieniu. Dopiero drugie, dokładniejsze wysłuchanie płyty uświadomiło mi, że choć rewolucji tu nie ma (w obietnicę czego uwierzyłem w niespełna minutowym Intro), to słychać w niej powolny, acz pełen wytrwałości proces ewolucji. Hopasa jest wydarzeniem, jest przede wszystkim świetną płytą, doprawiającą tradycję trochę pikantniej, by (kto wie?) niebawem całkowicie zmienić przepis…

 

Grzegorz Dąbrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.