Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Hałas też jest muzyką

Grzegorz Dąbrowski Grzegorz Dąbrowski

Grzegorz Dąbrowski: Czy trudno było skupić uwagę najmłodszych przy tak wymagającym repertuarze?

Grzegorz Wierus: Chwilami bardzo trudno. Muzyka, którą zaprezentowaliśmy, była niełatwa w odbiorze, ale jak widać, wystarczyło kilka interesujących gadżetów, by zainteresować najmłodszych. Dwa piętnastominutowe utwory okazały się w zupełności wystarczające, by wypełnić program koncertu, którego adresatem są dzieci.

Dlaczego do programu koncertu dla dzieci wybrano takie utwory?

Nie jestem autorem programu koncertu, ale myślę, że wybrano pieśni Crumba, ponieważ wiersze Lorki to przecież teksty dla dzieci. Poezja, która zdaje się mieć źródło w dziecięcej wyobraźni. Czasem przybiera kształt dziwnych rymowanek, zdających się nie mieć większego sensu… Dla mnie, dużego dziecka, to po prostu odblaski kolorowej, dziecięcej rzeczywistości. To są okruszki życia – zwłaszcza, że „crumb” po angielsku znaczy „okruszek”. Jakieś scenki, przeżycia, wyobrażenia… To urocze teksty, ubrane przez Crumba w niezwykle wdzięczną i wysmakowaną szatę dźwiękową, która jednak chwilami okazuje się być niełatwa w odbiorze, również dla dorosłych. Ale myślę, że wystarczy dowiedzieć się czegokolwiek na temat muzyki, której słuchamy, by znaleźć jakiś „punkt zaczepienia” dla naszej percepcji. Pozwala to słuchać z dużo większą przyjemnością. Dlatego czytam publiczności wszystkie teksty po polsku, tak by wszyscy wiedzieli, o czym śpiewa sopranistka, a potem zaprezentować kilka fragmentów i na ich przykładzie pokazać, jaki nowy walor zyskuje tekst, kiedy poddajemy go „umuzycznieniu”.

Prowadzi pan działania warsztatowe i pedagogiczne, między innymi autorski cykl koncertów familijnych Filharmonia: o co tyle hałasu! w Filharmonii Łódzkiej. W jaki sposób próbuje pan zainteresować dzieci i młodzież muzyką klasyczną i muzyką współczesną?

Okazuje się, że muzyka współczesna może być bardzo atrakcyjna dla każdego, jeżeli tylko znajdziemy do niej odpowiedni klucz, by ułatwić odbiorcy znalezienie sposobu na jej przyswojenie. Często staram się pokazać, że jest ona po prostu zabawna albo co najmniej interesująca. Innym razem – że jesteśmy w stanie, dysponując własnymi, ograniczonymi możliwościami, sami wydobyć wiele interesujących dźwięków i zrobić z nich coś ciekawego. Problemem, z którym ciągle spotykam się, zachęcając publiczność do interakcji, jest zamknięcie i nieśmiałość naszych słuchaczy. Dziś, w trakcie pierwszej części koncertu, publiczność poproszona o melodeklamację w stylu Sprechgesang, była bardzo ostrożna w wydawaniu jakichkolwiek dźwięków. Grupy, z którymi regularnie prowadzę warsztaty, muszę zawsze rozpracować. Zajmuje to zwykle dużo czasu, jednak później się okazuje, że ośmieleni i odpowiednio zainspirowani, zdolni jesteśmy do rzeczy niesamowitych! Mamy ogromne możliwości, wszyscy jesteśmy potencjalnymi muzykami, nawet jeśli nie mamy słuchu muzycznego. Muzyka przecież nie musi składać się z dźwięków, do wydobycia których potrzebne jest rozróżnianie wysokości. Hałas też jest muzyką.

Rozmawiał Grzegorz Dąbrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.