Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Górecki, Penderecki – muzyka współczesna?

asd asd

Festiwal Warszawska Jesień powstał nie tylko po to, by prezentować kompozycje najświeższe, najodważniejsze, najbardziej odkrywcze. Drugim ważnym zadaniem, które postawili przed sobą jej twórcy, jest pokazywanie kompozycji XX wieku, które mimo że kluczowe i niezbędne do zrozumienia muzyki współczesnej.

Tegoroczna edycja festiwalu była szczególnie nastawiona na realizację tego drugiego zadania. Mieliśmy utwory Góreckiego, Pendereckiego, Lutosławskiego. Można oczywiście negować potrzebę pokazywania na Warszawskiej Jesieni ich kompozycji: w końcu w XXI wieku publiczność jest już z nimi osłuchana. W tym punkcie repertuaru nie dyskutowałabym jednak z Komisją Programową Warszawskiej Jesieni. Kompozycje były dobrze dobrane, dawały oddech i perspektywę. Mylą się ci, którzy twierdzą, że dawno już one nie inspirują, że przekształciły się w jakieś klasyczne pomniki, które trzeba obalić, aby powstało coś nowego. Nadal trudno się z nimi zmierzyć, ich złożoność wynikająca z nowego sposobu operowania materiałem dźwiękowym wciąż nie jest do końca zrozumiała nawet dla wnikliwych badaczy, o czym mogliśmy się przekonać podczas konferencji naukowej o Lutosławskim, imprezie towarzyszącej WJ.

Doświadczenie potwierdziło przeczucia. Czwartek 26 września. Z koncertu muzyki jak najbardziej współczesnej w Studiu im. Lutosławskiego jechało się prosto do Filharmonii na koncert wypełniony kwartetami Henryka Mikołaja Góreckiego. Czy kwartety okazały się ograne, zbyt oczywiste i passée? Wręcz przeciwnie. Nawet w zestawieniu z utworami Ockerta, Woźny, Black i Kyriakidesa (koncert w Studio Koncertowym) fascynowały, zadziwiały, inspirowały. Zwłaszcza w znakomitym wykonaniu Kwartetu Śląskiego. Wykonanie uwidoczniło zawarte w nich kontrasty: przede wszystkim ruchu i bezruchu, oraz ruchu, który przechodził gwałtownie w inny ruch. Faktura składająca się z kilku planów dźwiękowych stwarzała wrażenie, jakby grała cała orkiestra smyczkowa. Prawdziwa perełka muzyki wcale nie starej, a tak rzadko się ją wykonuje.

Albo taka Pasja Łukaszowa Pendereckiego. Czy na pewno już nie inspiruje? Wykorzystanie sonoryzmu do pogłębienia wyrazu to przecież główne założenie wielu współczesnych kompozycji. We wtorek na Pasji nie czułam się wcale przeniesiona do epoki bardzo odległej od tej, w której powstała Qudsja Zaher czy Geschichte Strasnoya.

Więc jaka jest granica między muzyką współczesną a kanoniczną? Moim zdaniem muzyka przestaje być aktualna dopiero wtedy, gdy przestaje skrywać w sobie jakąś formę tajemnicy, gdy staje się przystępna dla szerszego kręgu odbiorców. A na to w obliczu genialnych kompozycji zawsze potrzeba trochę więcej czasu. Może nawet całej epoki.

Magdalena Białecka


Koncert Kwartetu Sląskiego, w programie trzy kwartety smyczkowe H.M. Góreckiego, 26 września 2013, Sala Kameralna Filharmonii Narodowej w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.