Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Festiwal zrehabilitowany

Katarzyna Stasiewicz Katarzyna Stasiewicz

19 sierpnia obfitował w bardzo pozytywne przeżycia muzyczne. Pierwszym z nich był popołudniowy recital Cypriena Katsarisa w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, kolejnym wieczorny koncert Howarda Shelleya i Concerto Köln w Filharmonii Narodowej.

Z Cyprienem Katsarisem zetknęłam się na żywo po raz pierwszy, choć słyszałam o tym pianiście wiele skrajnych opinii, z których wywnioskowałam, że artystą musi być szalonym. W pierwszej części recitalu pianista uraczył widownię własną kompozycją Hommage au 19éme siècle (Improvisation spontanée sur divers thèmes), czyli w wolnym tłumaczeniu „W hołdzie wiekowi XIX spontaniczna improwizacja na różne tematy”. Nie wiem, jak reszta widowni, ale ja umarłam ze śmiechu. Przedstawienie czołowych nurtów muzyki XIX wieku w krzywym zwierciadle doskonale oddało charakter artysty. Specyficzne gesty, niespotykane już na scenie, takie jak wyciszanie jedną ręką drugiej ręki, czy też nerwowe przebieranie palcami ponad klawiaturą, jakby w poszukiwaniu nowego pomysłu, zdawały się być naturalnymi zachowaniami Katsarisa. Dzieła kolejnych dwóch kompozytorów – Franza Schuberta oraz Edvarda Griega, niestety nie zostały już zagrane z takim zaangażowaniem.

Po przerwie usłyszeliśmy szereg utworów Fryderyka Chopina, które Katsaris zagrał… po swojemu. Na tym koncercie moim faworytem był jednak zupełnie inny utwór, mianowicie Koncert fortepianowy A-dur Ferenca Liszta w transkrypcji artysty na fortepian solo. Proszę sobie wyobrazić, że jeden pianista gra partię fortepianu (u Liszta i tak już wybitnie skomplikowaną) i do tego partię orkiestry. Absolutny szał.

Cyprienowi Katsarisowi można by zarzucać wiele rzeczy. Że podczas koncertu widownia nie doświadczyła jakiegoś objawienia interpretacyjnego, że pewne rzeczy zostały zagrane powierzchownie i że zmasakrował Chopina. Moim zdaniem koncert był bardzo dobry, ponieważ Katsaris nie dał się słuchaczowi nudzić. Cyprien Katsaris jest  po prostu rozkoszny w tym, co robi. Widać szaleństwo, ale również widać wielką miłość do muzyki, którą interpretuje na swój, czasami pokręcony sposób. Jego własny sposób. I to jest piękne. Dlatego mi się podobało.

 

Wieczorem, w Filharmonii Narodowej, Concerto Köln bardzo zyskało w moich oczach, w porównaniu z koncertem inauguracyjnym. Pomimo wiedzy, że jest to bardzo dobry zespół, byłam szczerze zawiedziona, wychodząc 17 sierpnia z Filharmonii. Tym razem było zupełnie inaczej. Symfonia g-moll Antonio Rosettiego została zagrana bardzo kolorowo, z klasyczną dokładnością. Następnie na scenę wszedł Howard Shelley w roli pianisty i dyrygenta. Koncert fortepianowy C-dur Franciszka Lessla był miodem na moje uszy, po zmasakrowanym przez Alexandra Melnikova dwa dni wcześniej Chopinie. Shelley ujarzmił orkiestrę, która była mu całkowicie posłuszna, sam również ukazał piękno tego zapomnianego koncertu fortepianowego. Również bardzo przyjemnie słuchało mi się Koncertu fortepianowego As-dur Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego, mimo że za kompozytorem nie przepadam. W tym momencie całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, że utwór nie za ciekawy również można zagrać na tyle pięknie, że słuchacz będzie zachwycony. Ja byłam.

Katarzyna Stasiewicz

 

NA ZDJĘCIU: HOWARD SHELLEY  BISOWAŁ PIEŚNIĄ BEZ SŁÓW OP. 38 NR 2 FELIXA MENDELSSOHNA, FOT. BARTEK SADOWSKI/NIFC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.