Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Erard czy graf

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Dwa wieczory, dwa fortepiany, ale orkiestra i dyrygent ci sami – dlatego postanowiłam potraktować koncerty wtorkowy i środowy syntetycznie. Warty zauważenia jet fakt, że oba wykorzystane podczas koncertów fortepiany to instrumenty historyczne.

Podczas koncertu specjalnego Osiemnasty Wiek Fryderykowi Chopinowi zostały zaprezentowane w całości trzy koncerty: dwa Beethovena i jeden Chopina. Martha Argerich, Maria Joao Pires oraz Janusz Olejniczak zagrali na erardzie z 1849 r.

Szybko okazało się, że dźwięk fortepianu jest mniej satysfakcjonujący niż brzmienie jego „brata”, który wystąpił poprzedniego dnia na koncercie w Zamku Królewskim – erarda z roku 1838. Przypomnę, że ten instrument stanowi obecnie najstarszy fortepian w zbiorach NIFCu. Nowszy erard był węższy, przez co dźwięk nie rozchodził się po sali koncertowej tak pięknie jak w przypadku starszego modelu. Warto też wspomnieć, że Chopin z pewnością nie miał możliwości, żeby zetknąć się z instrumentem z 1849 r. – więc nie przenieśliśmy się do końca w jego czasy.

Mimo nieukontentowania, którego doznałam po porównaniu bohatera wtorkowego wieczora z jego poniedziałkowym poprzednikiem, przyznaję że Erard z 1849 jest tak czy inaczej bardzo wartościowym instrumentem, zarówno ze względu na jego wartość historyczną, jak i walory brzmieniowe. Mogłam go docenić już w pierwszym koncercie – f-moll F. Chopina w wykonaniu Janusza Olejniczaka. Polski pianista bardzo mądrze kształtował dynamikę, dostosowując się do specyfiki historycznego instrumentu. Nie próbował zmusić erarda do forte za pomocą zwiększania masy brzmieniowej – wystarczyła mu odpowiednia ekspresja, rozłożenie akcentów i touche, które to komponenty wykonania, by osiągnąć najwyższy (tak właśnie jak w przypadku Olejniczaka) poziom, wymagają nieprzeciętnej wyobraźni muzycznej i doświadczenia.

Pires również znakomicie wyczuła historycznego erarda, dzięki czemu mogliśmy wsłuchiwać się w poruszającą, choć stonowaną ekspresję jej gry. Jej prowadzenie melodii ewidentnie kojarzyło się z muzyką wokalną, zaś każdy element wirtuozowski był ściśle zespolony z koncepcją interpretacyjną i miał swoją wewnętrzną siłę wyrazu. Usłyszeliśmy w jej wykonaniu III Koncert fortepianowy Beethovena.

Mimo, że wykonanie Argerich zdawało się wyrażać unikatową ideę absolutu skrytą w muzyce Beethovena (I Koncert), nie tracąc nic ze swojej indywidualności, chętniej usłyszałabym tę znakomitą pianistkę na współczesnym steinwayu. Zdecydowane, selektywne, zbyt mocne uderzenie jak na erarda – oto główny mankament jej gry, który na stainwayu stałby się zaletą.

Kolejny koncert – ten pechowy bez Michaeli Ursuelasy – wprowadził na scenę festiwalu Chopin i Jego Europa inny instrument NIFCu: współczesną kopię Grafa z 1819 roku. Fortepian pod względem dynamicznym nie wyróżniał się spośród instrumentów z orkiestry. Brzmiał tak cicho, że trudno było wyselekcjonować jego brzmienie we fragmentach tutti. Ale może tym właśnie różniły się od dzisiejszych koncerty z orkiestrą i fortepianem w I połowie XIX wieku? Dzięki słabemu dźwiękowi łatwiej było zrozumieć kontrast między partiami solowymi i zespołowymi, bardziej zwracała też uwagę orkiestra.

Z powodu utraty Ursuelasy dla festiwalu i dla świata tylko jeden pianista zagrał na grafie, a był to Kristian Bezuindenhout. Wykonał na na nim Koncert fortepianowy G-dur Mozarta KV 453. Będąc wiernym stylowi Mozarta, wzbogacał tę prostą muzykę dzięki stosowaniu gwałtownych zmian dynamicznych. Jednakże w biegnikach, figuracjach czy drobnych wartościach rytmicznych używał zbyt dużo siły, której nie wymagał graf. W końcu napięcie strun instrumentu takiego jak z 1819 roku jest znacznie mniejsze niż w  fortepianach budowanych zgodnie ze współczesnymi tendencjami.

Kolejny koncert klasyczny – słynny skrzypcowy D-dur Beethovena – usłyszeliśmy w wykonaniu Isabelle Faust. Interpretacja utworów tak nadużywanych jak ten jest prawdziwym wyzwaniem. Faust, jak można się było spodziewać, znakomicie sobie z nim poradziła. W beethovenowskim D-durze można się dopatrzeć dosłownie wszystkich emocji – znajdziemy tam i scherzando, i sensibile, i con fuoco. Faust podawała te afekty bardzo przekonująco, zachwycając swoim mistrzostwem technicznym.

Na koniec pozwolę sobie skomentować Orkiestrę XVIII Wieku pod Fransem Bruggenem. Najważniejsze, czego nauczył swoich muzyków Bruggen, to o d d e c h – wspólny, czytelny, w odpowiednich momentach utworu. Dzięki niemu prawdziwą przyjemność sprawiało mi słuchanie ich gry na historycznych instrumentach, doskonale komponujących się z erardem i grafem. Dialogi dętych w Mozarcie, werble akompaniujące fortepianowi u Beethovena, beethovenowski monumentalizm – i wiele innych komponentów tego wykonania – sprawiły, że gdy Chopin i Jego Europa dobiegnie końca, będę za tą znakomitą orkiestrą bardzo tęsknić.

Magdalena Białecka

Recenzja koncertów festiwalu Chopin i Jego Europa 28 VIII 2012 r. o godz. 22.00 oraz 29 VIII 2012 r. o godz. 19 w Studiu Koncertowych Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.