Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Dwie twarze Trifonowa

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Niezależnie od momentu, w którym nastąpiła przerwa, koncert Trifonova podzieliłabym na dwie nadrzędne części: jedna obejmowałaby wykonane przez niego utwory z przełomu XIX i XX wieku, druga zaś jego interpretację Chopina.

Skriabin po prostu mnie oczarował. Zamiast analizować szczegóły wykonania, skupiłam się na samej istocie tej muzyki, na niepowtarzalnej sile, którą ze sobą niesie. Z głęboką powagą i niewymuszonym wdziękiem Trifonow grał to dramatycznie, to mistycznie, umiejętnie wykorzystując możliwości Steinwaya. W Bajkach Medtnera pianista zdawał się czerpać przyjemność z wykonywania filigranowych arpeggiów i biegników. Debussy pod palcami Trifonowa nabrał symfonicznego brzmienia. Nietrudno było wyobrazić sobie impresjonistyczną orkiestrę realizującą fortepianowe wizje Debussy’ego. Najsłabszym punktem w tej części koncertu był Strawiński. Choć zaczęty czytelnie, z eksponowaniem perkusyjnych akordów o charakterystycznym, zaczerpniętym z folkloru rytmie, Ognisty ptak szybko stracił swoją wyjątkowość, ekspresję, wrażenie takiej jakiejś pierwotności. Może jednak nie trzeba za to winić pianisty, tylko niedoskonałości transkrypcji Guida Agostiego?

Op. 25 Chopina, tak jak Strawiński, rozpoczęło się obiecująco. Była to pełna taktu gra ukierunkowana nie na osobisty, emocjonalny aspekt tej muzyki, lecz na jej salonowe przeznaczenie. Dość szybkie tempa zagwarantowały ciągłość fraz i logiczność narracji. Niestety, w dwóch ostatnich etiudach dynamika wymknęła się spod kontroli i cały czar prysł. Lustra XIX-wiecznego salonu rozprysły się na drobne kawałki i ukazał się moim oczom współczesny, groźny Steinway, w swoim forte tak bardzo nieadekwatny do muzyki Chopina. Bisy, grane w emocjach bardziej już związanych z występem niż z samą muzyką, dopełniły przykrego wrażenia z Etiud no 11 i 12.

Jakie to smutne, gdy dobry pianista zaczyna odczuwać absurdalną potrzebę ukazania siebie jako wirtuoza.

Magdalena Białecka

Recenzja koncertu festiwalu Chopin i Jego Europa, Studio Koncertowe Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego, 28 VIII 2012r., godz. 17.00

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.