Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Czekając na Szymanowskiego

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

W atelier Filharmonii Narodowej przykuwa uwagę napis: „2012 – Rok Szymanowskiego”. Jest to tytuł wystawy, którą przygotowali studenci wydziału muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego z okazji 130. rocznicy urodzin i 75. – śmierci kompozytora. Można ją oglądać podczas antraktów. Wyszedłszy z Filharmonii, wciąż pod wrażeniem ciemnych oczu kompozytora spoglądających na nas ze zdjęcia, zaczynamy szukać możliwości pełniejszego, a więc dźwiękowego, spotkania z nim. W tym aspekcie organizatorzy warszawskiego życia muzycznego nas zawodzą.

Warszawa zapomniała o roku Szymanowskiego. Dziwi to szczególnie w odniesieniu do Uniwersytetu Muzycznego – Karol Szymanowski był w końcu pierwszym rektorem Akademii! Praca ta kosztowała go zresztą niemało nerwów. Wszelkie wprowadzane przez niego zmiany natychmiast spotykały się z ostrą krytyką bardziej doświadczonych pedagogów. Jednemu nie da się zaprzeczyć – studenci Szymanowskiego uwielbiali. Swoją drogą, budzi uznanie fakt uzyskania w tym samym roku 1930, godności rektora warszawskiej Akademii Muzycznej oraz doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego przez kompozytora, który nie ukończył żadnej uczelni.

Pierwszy pomysł na alternatywę w obliczu nieobecności Szymanowskiego w salach koncertowych stolicy to wycieczka do „Atmy”, w której znajduje się muzeum Szymanowskiego i często odbywają się koncerty jego muzyki. Ta zakopiańska willa nigdy nie należała do kompozytora. Wynajmował on ją początkowo sporadycznie, aż wreszcie przeniósł się do niej na całe pięć lat. Z pobytem w Zakopanem wiąże się trzeci okres twórczości Szymanowskiego, kiedy to powstawały utwory inspirowane folklorem. Szymanowski miał w Zakopanem dostęp do najlepszych źródeł podhalańskiej muzyki ludowej: konsultował się nawet z legendarnym Bartusiem Obrochtą. Kontakt z zakopiańską bohemą artystyczną również był dla niego silną inspiracją. Najbardziej znacząca zdaje się jego przyjaźń z Witkacym. Dwa portrety Szymanowskiego autorstwa Witkacego znajdują  się zresztą w „Atmie”. Chyba jedyne, czego Szymanowski w Zakopanem nie praktykował, to zdobywanie górskich szczytów. Zdrowie nie pozwalało mu podejmować tak ryzykownych wypraw i mógł podziwiać Tatry jedynie z pewnej odległości.

Jednakże „Atma” w tym roku również zawiodła. Trwają tam obecnie prace remontowe, zaplanowane do końca grudnia. Kto zatem nie miał jeszcze przyjemności być oprowadzonym po muzeum przez przesympatycznego pana Lesława Dalla ani doświadczać niezwykłej atmosfery tego miejsca podczas któregoś z koncertów, będzie musiał zrealizować to dopiero w przyszłym roku.

Tak małe zainteresowanie okrągłą rocznicą śmierci jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów stanowi dla mnie kolejny dowód odtrącania przez polskie środowisko muzyczne wszystkiego, co niesie ze sobą jakikolwiek powiew nowości. Uważa się Szymanowskiego za twórcę, który jako pierwszy z polskich kompozytorów odrzucił ciężar romantycznej tradycji i podjął odważne poszukiwania nowej, europejskiej jakości w muzyce, narażając się przy tym na niezrozumienie. Od jego śmierci minęło siedemdziesiąt pięć lat, a okazuje się, że dla niektórych wciąż jest zbyt nowoczesny.

W mniemaniu dyrektorów sal koncertowych najłatwiej przyciągnąć słuchaczy, oferując im „przeboje” XVIII i XIX w. Ostatnio w modzie stał się również barok. Zmianę w oczekiwaniach dotyczących repertuaru powinniśmy zacząć od siebie – czyli publiczności i wykonawców. Jeśli chcemy mieć dostęp do najnowszych dokonań w muzyce, bierzmy udział w koncertach młodych kompozytorów, nawet jeśli ich muzyki nie słucha się tak łatwo jak Czajkowskiego. To jednak długi i trudny proces, a tymczasem czekamy na Szymanowskiego. Może coś się zacznie dziać w kolejnym sezonie artystycznym?

 

Magdalena Białecka


Jedna odpowiedź do “Czekając na Szymanowskiego”

  1. Rosemary pisze:

    Masz całkowitą rację Madziu – zapomina się w Polsce o naszych twórcach XXw.
    Szymanowski, Bacewicz, Nowowiejski – nie wiem kiedy ostatni raz słyszałam ich kompozycje rozbrzmiewające w jakiejś sali koncertowej :(, a przecież ich muzyka jest naprawdę wspaniała! Sądzę, że łatwiej jest laikowi wysłuchać i zrozumieć chociażby „Kaprys polski”, niż jakąś ciężką, monumentalną barokową formę. Nie wiem co jest przyczyną tej ignorancji… Czyżbyśmy nie umieli spojrzeć poza Chopina?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.