Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Czar barokowej wiolonczeli

asd asd

Cykl koncertowy Mazovia Goes Baroque zaprezentował trójkę barwnych osobistości: Leilę Schayegh, Jörga Halubka i Elenę Andreyev. Każde z tych artystów przedstawiło słuchaczom odmienną wizję interpretacji muzyki baroku – mnie to momentami dziwiło, jednakże warszawska publiczność jak zwykle okazała się niezwykle wyrozumiała i wdzięczna. 

 

1.

Objawieniem tej odsłony festiwalu była Elena Andreyev, którą pierwszy raz usłyszałam podczas koncertu w Siedlcach, 23 maja. Postać niebanalna, a przy tym niezwykle elastyczna artystka, świetnie – moim zdaniem – interpretująca muzykę Bacha, Gabriellego, Vitalego. Pod smyczkiem Elany stał się skromny i pokorny, jakby żywcem wyciągnięty z XVIII-wiecznego kościoła lub komnaty w mieszczańskim domu. W ten sposób Bacha interpretować może jedynie delikatna i rozważna kobieta. W pełni dojrzała muzycznie i emocjonalnie. Każda  z suit wiolonczelowych Bacha (d-moll, Es-dur) w tym wykonaniu zachowywała swoje użytkowe założenia, jednak stawała się równocześnie małą reminiscencją czasów Bacha. Suity, które pozbawione są przecież całej potęgi harmonicznego brzmienia, idealnie odzwierciedliły techniczne możliwości Eleny Andreyev. Każdy pasaż, każde przejście było dla niej całkowicie zrozumiałe i pozornie wyczekiwane. Pozornie, bo każda suita stanowiła jedność. Jedność niepokoju, napięcia oraz odprężenia i oddechu. Elena Andreyev z każdą kolejną frazą stawała się coraz bardziej pochłonięta muzyką. Stworzyła nastrój ascezy, osobisty i intymny, stąd moje wrażenie, jakby artystka scaliła się z muzyką. 

Talent interpretacyjny, jaki pokazała nam Elena Andreyev, to jedno. Drugą kwestią, która mnie zachwyciła, był autentyzm. Cała prostota interpretacji wynikała z pozbawienia muzyki współczesnych naleciałości. Zbędnej wibracji, niepotrzebnych ozdobników. Jedynym elementem, którym „bawiła się” artystka była dynamika. Balansowała nią na wszystkie sposoby, zawsze zgodnie z założeniami i w granicach dobrego gustu. 

W rozmowie z Młodzieżową Gazetą Muzyczną podkreśliła, jak ważne jest samodzielne poszukiwanie odpowiedniego barokowego brzmienia i poszukiwanie optymalnych rozwiązań. Sama poleca młodym adeptom zamianę współczesnych smyczków na barokowe oraz wymianę strun na jelitowe. Lepiej zrozumiemy wtedy, jak w czasach Bacha ciężko było otrzymać odpowiednią barwę i stabilność intonacyjną. Ważnym jest, by w miarę szybko przejść ze stroju o częstotliwości 440 Hz (instrumenty współczesne) do 415, by jak najwcześniej uwrażliwić ucho na te zmiany. 

 

2.

Kolejne dwie postacie, z którymi miałam przyjemność zetknąć się podczas Mazovia Goes Baroque to Leila Schayegh oraz Jörg Halubek. Przedstawiają z goła odmienny sposób  interpretacji  muzyki barokowej, jednakże podobną technikę wyniesioną z czołowej uczelni kształcącej w zakresie muzyki dawnej – Schola Cantorum Basilianses.  Po prostym, ascetycznym Bachu Eleny Andreyev, przyszedł czas na instrumentalny duet sceniczny. Bogaty brzmieniowo, przedstawiający drugą stronę muzyki tamtych czasów.  Stronę pełną zabawy i nieskromnego popisu artysty. 

Jörg Halubek i Leila Schayegh, razem i każde z osobna, to artyści średniego pokolenia, przedstawiający własne niebanalne koncepcje. Podczas solowych koncertów festiwalowych zaprezentowali się warszawskiej publiczności jako pewni siebie, dojrzali muzycy. Podczas koncertu 26 maja przedstawili publiczności francuskie sonaty skrzypcowe, m. in. J.M. Leclaira  Zasadniczym założeniem koncertu było przedstawienie różnej roli skrzypiec w relacji z klawesynem, przy czym ich współpraca była wielopłaszczyznowa, nie opierająca się jedynie na interpretacji, lecz również poglądów na owe czasy. Przedstawili repertuar skierowany raczej dla dojrzałych odbiorców, ceniących sobie spokojną  i niewymagającą zaangażowania  muzykę. Chociaż i dla mnie, osoby zafascynowanej barokową wirtuozerią znalazły się fragmenty, w których odnalazłam energię i radość. Wyjątkowo zachwycająca była czwarta część sonaty J.M. Leclaira – Ciaccona. Leila Schayegh czysto techniczne fragmenty wykonywała niezwykle wymownie i śpiewnie. 

Nie wszystko jednak było tak doskonałe. Był jeden szkopuł, który nie dawał mi spokojnie wysłuchać koncertu. Czasem wolałabym wysłuchać brzmienia bardziej pierwotnego z założenia. Bardziej dostojnych allemandów czy nostalgicznych saraband, ponieważ podczas zbytniego zagłębiania się w ideę, można zagubić się i zatracić utylitarne jej założenia.

 

3.

Przykrym jest, że sam festiwal nie cieszy się dużym zainteresowaniem ludzi młodych. Zwłaszcza tych z założenia zainteresowanych  wykonawstwem muzyki dawnej. Sam festiwal bowiem jest idealną okazją do zapoznania się z trendami obecnie panującymi w Europie oraz stanem badań muzykologicznych obszaru muzyki dawnej i ich wykorzystaniem w praktyce. Ponieważ Mazovia Goes Baroque stoi zawsze na najwyższym poziomie merytorycznym, poprzez uważną obserwację i konstruktywną  krytykę każdy z nas może się wiele nauczyć. 

Kamila Pozimka

 

Druga odsłona cyklu Mazovia Goes Baroque odbyła się w dniach od 22 do 26 maja 2013 r. w Płocku, Siedlcach, Łochowie i Warszawie.

Zdjęcie: www.podlasie24.pl 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.