Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Ciaccona Bacha, czyli klawesyn vs. skrzypce

asd asd

Jörg Halubek wystąpi dziś, w niedzielę, 26 kwietnia w Studio Koncertowym Polskiego Radia. Wraz z Leilą Schayegh wykona francuskie sonaty skrzypcowe z XVIII w., m. in. najważniejszego skrzypcowego twórcy tej doby we Francji, Jeana-Marie Leclaira. Godz. 18.

1.

Usłyszeliśmy dzieła lipskiego mistrza w wykonaniu Jörga Halubka (klawesyn), Leili Schayegh (skrzypce) i Eleny Andreyevy (wiolonczela). Nie wszyscy prezentowali jednakowo wyrównany poziom wykonawczy. Spośród wymienionej trójki na  największy aplauz zasługuje moim zdaniem Jörg Halubek, który był nie tylko perfekcyjny technicznie, ale ponadto wyjątkowo naturalny w sposobie gry, nawet najtrudniejszych pochodów i gam, w które obfituje szczególnie Fantazja chromatyczna BWV 903. W tym utworze, momentami wyprzedzającym epokę Bacha (modulacje, zmniejszone akordy, dość duża swoboda rytmiczna ad libitum, przywodząca na myśl późnoromantyczne improwizacje), liczył się przede wszystkim recytatywny ton wypowiedzi. O ile w Fantazji muzyk popisywał się raczej biegłością i umiejętnością myślenia polifonicznego, a następnie przekładania go na manuały klawesynu, o tyle w Suicie francuskiej G-dur BWV 816 zadziwił mnie prostotą, z jaką wykonywał poszczególne taneczne części. W wolnych częściach (Allemande, Sarabande) zachowywał stosowne tempo, nie tracą płynności wypowiedzi muzycznej i tanecznej pulsacji. Żywe części odebrałem niemalże jak żart muzyczny. Żart, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.  Mam na myśli łatwość techniczną, niczym nie skrępowaną, pełną swobodę narracyjną. 

Ciekawą sprawą było wykonanie Ciaccony z Partity d-moll na skrzypce solo BWV 1004 w aranżacji na klawesyn. Już Brahms powiedział, że chciałby opracować ten genialny utwór na fortepian, lecz jedyne, co mu przychodzi do głowy, to wykonywanie Ciaccony lewą ręką. Twierdził, że tylko wtedy uniknie zbytniej ingerencji w dzieło, doskonałe już pod każdym względem. Zdecydowanie podpisuję się pod opinią Brahmsa (cóż za zuchwałość), jednak sposób, w jaki Ciacconę na klawesynie wykonał Jörg Halubek, odwiodło mnie wyjątkowo od tego stanowiska. Harmonizacja, która wzbogaciła i wypełniła to, czego na skrzypcach nie da się osiągnąć, oraz dodanie nowych kontrapunktów uczyniły klawesynową wersję w mojej opinii punktem głównym koncertu. Oczywiście istniały bariery, których solista z powodu takich a nie innych właściwości klawesynu, nie mógł pokonać, jak np. brak bardzo potrzebnych różnic dynamicznych w bariolażach czy niemożność kształtowania dźwięku w trakcie jego trwania. Czasem też słychać było pewną „kostropatość” w przechodzeniu z jednej wariacji na kolejną – był to nieunikniony koszt wykonania na klawesynie tego tak bardzo skrzypcowego dzieła.  

 

2.

Myślę, że sukces Ciaccony w wykonaniu Jörga Halubka spotęgowany był poprzez kontrast z mało przekonującą interpretacją oryginału przez Leilę Schayegh. Skrzypaczka, która nagrywała z Chiarą Banchini i Ensemble 415, zagrała I Sonatę g-moll na skrzypce solo BWV 1001 i Partitę d-moll BWV 1004. Wolne części jak Adagio (z I Sonaty) czy Sarabanda (z Partity), zawierały jeszcze myśl, za którą słuchacz mógł podążać, a barokowa maniera sprawdzała się. Gdy jednak pojawiały się akordy trzy-, lub czterodźwiękowe odniosłem wrażanie, że skrzypaczka markowała podstawy akordów, z czego wynikał zaniedbany dźwięk. Zabrakło mi więc oparcia na basach, których wyeksponowanie dodałoby być może pewności Leili Schayegh. Następnie: brak selektywności w szybkich częściach (Gigue z obu sonat) znów sprawiał wrażenie chęci „prześlizgnięcia się” przez figuracyjne części lub przynajmniej braku pewności. 

 

3.

Druga odsłona koncertu z udziałem Eleny Andreyevy obejmowała II i IV  Suitę wiolonczelową oraz Domenica Gabriellego Ricercary nr VII i I. Tutaj na korzyść wiolonczelistki też działał układ koncertu i poprzedni występ Leili Schayegh. Artystka grała bardzo poprawnie. Koncepcja bardziej stonowana, z dużą przestrzenią w dźwięku miała jednak swoje walory. Frazowanie, łamanie akordów (nie zawsze czystych) zbliżały słuchacza do konwencji barokowej – można się było zasłuchać w jeszcze wybrzmiewających dźwiękach (niewątpliwa zasługa doskonałej akustyki Studia S1). 

Refleksje jakie nasuwają mi się po koncercie to: 1) Bach wielkim kompozytorem BYŁ; 2) Skrzypcowa  Ciaconna może brzmieć dobrze nie tylko na skrzypcach (warunkiem dobry wykonawca); 3) W konkursie klawesynu ze skrzypcami i wiolonczelą bezapelacyjnym zwycięzcą okazał się klawesyn (laur dla Jörga Halubka). Jako skrzypek czekam na rewanż. 

Damian Kułakowski

Recenzja z koncertu 25 maja 2013 r., cykl Mazovia Goes Baroque, Studio Koncertowe Polskiego Radia.

NA ZDJĘCIU: Jörg Halubek i Leila Schayegh.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.