Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Chopin na dziewięć palców

Katarzyna Stasiewicz Katarzyna Stasiewicz

Festiwal Chopin i jego Europa już od ośmiu lat gromadzi publiczność w najlepszych warszawskich salach koncertowych. W tym roku muzyczną ucztę zapoczątkował koncert Alexandra Melnikova wraz z Concerto Köln pod batutą Michaela Güttlera.

Nie była to jednak uczta, w której uczestniczyło się z całkowitą przyjemnością. Przynajmniej ja odczuwałam tę przyjemność tylko połowicznie, a i ta przyjemność nie była spowodowana dźwiękami, które usłyszałam, raczej samą radością z faktu, że rozpoczął się mój ulubiony festiwal. Żeby było ciekawiej, w dzień koncertu otrzymałam informację, że solista dość głęboko skaleczył się w palec lewej ręki.

Na koncert przybyłam więc dość sceptycznie nastawiona, choć z początku zapowiadało się bardzo miło. Jako pierwszą pozycję Concerto Köln zaprezentowało uwerturę do opery Monbar, czyli Flibustierowie Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego. Utwór ten wzbudził moje zainteresowanie ze względu na jego pierwsze wykonanie na instrumentach historycznych oraz brzmienie bardzo dobrego zespołu, jakim jest Concerto Köln. Nie ukrywam jednak, że bardziej czekałam na dalszą część koncertu, z czystej ciekawości, czy artysta podoła zagraniu dwóch koncertów dziewięcioma sprawnymi palcami.

Kolejnym proponowanym tego wieczoru utworem był Koncert fortepianowy a-moll op. 85 Johanna Nepomuka Hummla. Muszę przyznać, że koncert ten był utworem wcześniej mi nieznanym – styl brillant, czyli bardzo wirtuozowska faktura dzieła, doprowadza do przerostu formy nad treścią, więc muzyka traci na rzecz popisu solisty. Cytując postać Cesarza z kultowego filmu Amadeusz – „Za dużo nut.”

Po przerwie miał nastąpić debiut, zarówno w przypadku solisty, jak i zespołu, a mianowicie wykonanie Koncertu fortepianowego e-moll op. 11 Fryderyka Chopina. Widownia przed rozpoczęciem drugiej części koncertu usłyszała komunikat, że „artysta, pomimo poważnej kontuzji, postanowił nie zawieść widowni i zagrać oba koncerty”. Rozległy się brawa, bo faktycznie mówiło się o tym, że Melnikova ma zastąpić w drugiej części Kevin Kenner. Na scenę powrócił jednak niezmieniony skład z części pierwszej. Być może był to błąd. O ile  koncert fortepianowy Hummla nie przedstawiał większej wartości muzycznej, ze względu na to, że sam w sobie nie jest arcydziełem, o tyle do klęski koncertu Chopina przyczynił się sam Melnikov. Całość utworu była po prostu odegrana, z licznymi potknięciami technicznymi, o dziwo w większości popełnionymi zdrową, prawą ręką. Concerto Köln również nie było zbyt pomocne, nie podołało trudnemu akompaniamentowi koncertu fortepianowego.

Podsumowując, inauguracja wyszła tak sobie. Jednak nie zrażona tym, mam zamiar pojawić się na kolejnych koncertach, ponieważ program festiwalu zapowiada się bardzo interesująco. I zachęcam wszystkich do zrobienia tego samego.

Chopin na dziewięć palców? Zdecydowanie nie do przyjęcia.

Katarzyna Stasiewicz

 

NA ZDJĘCIU: ALEXANDER MELNIKOV PRZY FORTEPIANIE ERARDA. FOT. BARTEK SADOWSKI/NIFC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.