Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Cappella Mediterranea – zwieńczenie 12. Festiwalu Ogrody Muzyczne

Dominika Kowalska Dominika Kowalska
 
Swoim występem, Festiwal 12. Ogrody Muzyczne uwieńczyła w niedzielę Capella Mediterranea – międzynarodowy zespół pełen pasji i latynoskiego żaru.

W niedzielę usłyszeliśmy utwory dwóch włoskich kompozytorów różnych epok – Piazzolli i Moteverdiego. Obaj byli wizjonerami swoich epok. Dzieli ich temperament i styl? Tak, lecz razem brzmią wyjątkowo dobrze.  Łagodny i kojący Monteverdi błogo dopełnia Piazzolę, w którego muzyce słychać żal, tęsknotę, ostrość.

Podczas niedzielnego koncertu usłyszeć można było instrumenty barokowe.
W tangach granych przez Capellę, usłyszeć można było charakterystyczne dla utworów Piazzolli glissanda. Skrzypek Juan Diego Alsina  bardzo je uwydatniał. Innym bardzo Piazzollowskim elementem był bandenon (instrument, przypominający akordeon, który jednak zamiast klawiszy ma guziki), na którym grał William Sabatier.  Na niecodziennym instrumencie grał również Francesco Gato – był to  teorban (z rodziny lutni) wykorzystywany w muzyce dworskiej, brzmiący trochę jak wyjęty z rąk nadwornego grajka Króla Artura. Okazuje się że w towarzystwie instrumentów jakie mieliśmy w niedzielę na scenie, brzmieniem przypominał hiszpańską gitarę o ciekawszej barwie.

Koncert nie był doznaniem jedynie muzycznym. Dźwięki dopełniały namiętne tanga tańczone przez Sylvię Gerbi i Javiera Marzello. Między tancerzami z każdym krokiem narastało napięcie seksualne. Każda z pań obecnych w namiocie koncertowym marzyła w tym momencie o latynoskim kochanku, z którym mogłaby tak tańczyć. (Taki kochanek jest raczej trudno dostępny w Polsce, proponuję w zastępstwie  doznań książkę “Fifty Shades of Grey” )
Oprócz tańca i muzyki towarzyszył nam śpiew Mariany i Diega Flores. Gdy pani Mariana pojawiała się na scenie w długiej, lśniącej, opinającej figurę sukni, z tylnego rzędu słychać było głównie komplementy mężczyzn.
Pomysłodawcą i twórcą widowiska jest Leonardo Garcia Alarcon, który grał również na szpinecie i fortepianie. Nie wiem czy to było jego zamiarem, lecz muzyka która powstała z jego pomysłu wyzwalała tęsknotę za czymś nieznanym, bliżej nieokreślonym. Za magią epoki używanych na scenie instrumentów? Za Argentyną Piazzolli? Włochami Monteverdiego? Namiętnością tanga?
 
Cała grupa Capella Mediterranea była fenomenalna. Zespół jest bardzo zgrany, kilka dni temu dostał aprobatę wdowy po Piazzolli na własną aranżację jego utworów. Płyta ma pojawić się wkrótce.
Najlepszym miernikiem poziomu była sama publiczność Ogrodów, która dziękowała za wieczór owacjami na stojąco. Nie obyło się też bez bisów. Chociaż z drugiej strony, ta sama publiczność klaskała po każdym utworze (lub nawet jeszcze w trakcie) przeszkadzając artystom, a na koniec brawom towarzyszyły również ryki, krzyki i pogwizdywania. Niektórzy nazwaliby to ,,żywą reakcją publiczności“, ja  natomiast poważnie zastanawiałam się czy przypadkiem nie znalazłam się w zoo.
 
 
 
Dominika Kowalska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.