Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Było cymbalistów wielu…

asd asd

Dlaczego jednak nie spróbować cymbałów? Skoro klawesynowe preludia i fugi Bacha  dobrze brzmią na współczesnym fortepianie, to czemu nie opracować barokowych dzieł na cymbały? Założenie jest podobne, tylko konstrukcja inna – zamiast młotków w struny uderzają pałeczki. Przy czym cymbały to naprawdę dawny instrument. Powstały przed naszą erą, były stale obecne jako instrument ludowy, pojawiały się na XIX-wiecznych salonach, znane były również na Wschodzie. Grały u Mickiewicza, na weselu Tadeusza i Zosi. W historii doskonale sprawdziły się w rozmaitych rolach. 

Polifonia, ozdobniki, ornamentalnie rozwijające się linie melodyczne – wszystko to niemiecki solista Komalé Akakpo umiejętnie pokazał na cymbałach i wiernie oddał charakter wykonywanych utworów (anonimowe utwory z II poł. XVIII w., Telemann, de Visée). Stosował szeroki wachlarz środków – na scenie stały dwa instrumenty, a pomiędzy nimi na stoliku spoczywała kolekcja pałeczek. Często je odkładał, by szarpiąc struny palcami nadać dźwiękowi subtelniejszą barwę.  

Po tanecznych „Folias de Espańa” cymbalista przeszedł do współczesnej części koncertu, którą rozpoczął własną kompozycją. Dysonujące współbrzmienia zabrzmiały zaskakująco dobrze obok dzieł barokowych mistrzów. Dwie zupełnie różne epoki stały się swego rodzaju jednością. 

Marta Urbanowicz

Recenzja z koncertu 20 kwietnia, festiwal Mazovia Goes Baroque.

Autorka otrzymała wyróżnienie w kategorii szkół muzycznych. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.