Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Bliźniacze koncerty, czyli płytowy debiut Jana Lisieckiego

Magdalena Białecka Magdalena Białecka

Wrażliwość i muzykalność ocenia się niezależnie od wieku. Ze sprawnością techniczną sprawa nieco się komplikuje – każdy nabywa ją w innym czasie. Skoro zatem pianista, o którym chcę napisać, zaliczany jest do najlepszych, nie zamierzam go krzywdzić, stosując taryfę ulgową ze względu na wiek. Moim celem nie jest wykreowanie kolejnego anachronicznego tworu z gatunku „wunderkind”. 

W styczniu 2012 roku Deutsche Grammophon wydało płytę Lisieckiego z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej Bayerischen Rundfunks pod batutą Christiana Zachariasa. Znalazły się na niej dwa koncerty Mozarta: KV 466 i 467. Oba napisane w 1785, znakomicie brzmią wykonywane razem. Koncert fortepianowy C-dur KV 467 jest bowiem jak gdyby kontynuacjęą Koncertu d-moll KV 466. Warto zwrócić uwagę na tonacje, w których utrzymane są te utwory. „Osobliwe zaiste, iż się odczuwa dur i moll jako przeciwieństwa. Wszak oba mają to samo oblicze, czasem wesołe, to znów poważne, a małe pociągnięcie pędzlem wystarcza by jedno z drugim spoić. Przejście od jednego do drugiego jest nieznaczne i nie sprawia żadnego trudu. Gdy przejścia te często i szybko po sobie następują, dwie takie tonacje zlewają się w jednolitą całość” – pisał Ferruccio Busoni w 1907 roku. Te słowa znakomicie ujmują subtelne podobieństwo dwóch koncertów Mozarta. Warto dodać, że zarówno C-dur, jak i d-moll u niektórych kompozytorów miały wyrażać najciemniejsze emocje. Wystarczy wspomnieć marsz żałobny z oratorium Saul Haendla w C-dur czy też setki odnoszących się do śmierci kompozycji romantycznych utrzymanych w d-moll. Zresztą swoje Requiem Mozart również napisał w d-moll.

Jan Lisiecki trafnie zinterpretował oba koncerty, po pierwsze bazując na kontraście nie między utworami, lecz poszczególnymi ich członami, po drugie osadzając je w tonie zadumy i głębokiej melancholii. Grał sugestywnie, czytelnie, z dużą swobodą, jednakże pojawiło się w tej grze również parę momentów trudnych do zaakceptowania. Momentami grał zbyt ciężko, przez co miast uzyskać pożądany wyraz, wywołał wrażenie, jak gdyby był już zniechęcony wykonywaniem utworu. W Romansie z Koncertu d-moll czasem brakowało w jego grze ciążenia frazowego, co spłycało ekspresję tej części. Orkiestra pomagała soliście i dzięki niej ta część zachowała swój charakter. Rozpoczęcie finału przez pianistę było zupełnie nieprzygotowane, pospieszne. Lisiecki nie zdążył chyba się nad nim zastanowić – a szkoda, bo przy nagrywaniu płyty jest czas na dopracowanie tego rodzaju detali. 

Z kolei wykonanie Koncertu C-dur dobrze obrazuje wypowiedziane przez Lisieckiego zdanie: „Świat się zmienił i siłą rzeczy słyszymy Mozarta nieco inaczej niż w jego czasach”. W Koncercie C-dur dostrzegłam kilka ewidentnych błędów związanych z akcentacją, a co za tym idzie – ze stylem Mozarta. Poza tym zawiódł mnie w tym koncercie realizator dźwięku.

Jednak więcej jest rzeczy pozytywnych na tej płycie. Trzecia część Koncertu d-moll, mimo nieudanego początku, dalej grana jest nieszablonowo, wręcz odkrywczo. Nawet jeżeli pianista momentami gra trochę bez wyczucia czasu, zawiera się przynajmniej w jego grze jakaś ekspresja. W Allegro maestoso z Koncertu C-dur solista przedstawia ekspozycję z ciekawą emocją jak gdyby oczekiwania. Dalej gra zdecydowanie, z brawurą, by w drugiej części (Andante) odmalować nastrój lęku.

W obu koncertach duże wyzwanie stanowi uchwycenie ich niepowtarzalnego charakteru, ukazanie głębi. Dopiero zagrane obok siebie stanowią dzieło skończone. Jan Lisiecki świetnie się sprawdził w Mozarcie. Dało się wyczuć jego indywidualny styl. Mimo, że pianista żonglował różnymi afektami, dynamika i agogika były stonowane, niepozbawione dobrego smaku. Podejrzewam, że płyta wydana przez Deutsche Grammophon nie jest jego ostatnią. W przyszłym roku – Chopin.

Magdalena Białecka

 

W.A. Mozart, Klavierkonzerte. Piano Concertos No. 20 KV 466, No. 21 KV 467. Jan Lisiecki (piano), Symphonieorchester des Bayerischen Rundfunks, Christian Zacharias (conductor). Deutsche Grammophon/ Universal Music Group, 2012.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.