Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Belcea Quartet – nareszcie Beethoven

asd asd

Fani muzyki kameralnej powinni przygotować się na solidną dawkę muzycznych emocji, a także znaleźć miejsce w swych zbiorach płytowych. Nie wyobrażam sobie, że w płytotece zapalonego melomana zabraknie najnowszego, czteropłytowego boxu z kwartetami smyczkowymi Ludwiga van Beethovena nagranymi przez jeden z najlepszych współczesnych kwartetów, Belcea Quartet.

Jest to pierwsza część kompletu kwartetów Beethovena (druga część ma się ukazać w marcu przyszłego roku). Obejmuje opusy 95, 127, 131, kwartety nr 1, 2, 4 i 6 op. 18 oraz trzeci z kwartetów op. 59 dedykowanych księciu Razumowskiemu. Cały box sygnowany jest przez francuską wytwórnię Zig-Zag Territories. To doskonałe moim zdaniem zestawienie, ponieważ zespół zdecydował się przedstawić dzieła obejmujące wszystkie trzy okresy twórcze, na jakie zwyczajowo dzieli się kwartetową twórczość Beethovena. Słuchając płyt, odnajdziemy zatem w op. 18  młodego jeszcze Ludwiga, dalej dojrzałego i mającego całkowitą świadomość artystyczną kompozytora w opusach 59 i 95, a na koniec poszukującego nowych dróg muzycznych wizjonera, który w opusach 127 i 131 przełamuje bariery wyobraźni muzycznej, tworząc ponadczasowe arcydzieła.

Belcea Quartet (Corina Belcea – I skrzypce, Axel Schacher – II skrzypce, Krzysztof Chorzelski – altówka, Antoine Lederlin – wiolonczela) mistrzowsko pokazał rozwój kwartetowej drogi ostatniego z klasyków wiedeńskich. Tym większy podziw dla zespołu budzi fakt, że uwiecznione nagrania nie pochodzą ze studia, gdzie wszelkie niedociągnięcia można usunąć, lecz z sali koncertowej. Mimo, że warunki koncertowe często nie sprzyjają stworzeniu idealnego nagrania, to kwartet zdecydował się na ten krok. I bardzo słusznie. Trudno znaleźć jakiekolwiek uchybienie intonacyjne, co czasami towarzyszy tzw. live recordings. Zespół stworzył pulsującą życiem interpretację, pełną szczerych emocji, jakie towarzyszą wykonaniom przed pubicznością. Dając się porwać muzyce nie zapomnieli jednak o precyzji, która towarzyszy im nawet w najtrudniejszych częściach kompozycji. Do tego cały zespół osiąga niezrównanie homogeniczne brzmienie, jakby stanowił jeden organizm. Jednolita, ale wyrazista artykulacja każdego z członków zespołu, wrażliwość na dźwięk oraz niewątpliwa świadomość własnej roli w tak „cesarskim” składzie, czynią to wykonanie kwartetów Beethovena bezsprzecznie jednym z najlepszych i najciekawszych. 

Sam kompozytor przykładał ogromną wagę do tego gatunku. Najlepszy dowód, że podczas pracy nad opus 18 właściwie nie stworzył żadnych wielkich dzieł. Praca nad kwartetami pochłaniała go bez reszty i przelewał w nie całą inwencję, co zaowocowało jedynym chyba takim cyklem kwartetowym w historii muzyki. Wielu uważa, że dopiero Béla Bartók, na gruncie już jednak zupełnie nowego języka dźwiękowego, zbliżył się w innowacyjności do kwartetowego geniuszu Beethovena. Być może, ale nie zmienia to faktu, że jak powiedział w wywiadzie dla „Beethoven Magazine” altowiolista Belcea Quartet, Krzysztof Chorzelski, „Beethoven wciąż prowokuje do myślenia i zaskakuje”. Zmusza do ciągłego szukania głębi i wyrazu. Wydaje mi się, że brytyjski zespół zbliżył się do tej „głębi”, jak niewiele zespołów uczyniło to przedtem.

Może dobrze, że artyści nie zdecydowali  się na wydanie „hurtem” całego cyklu, bo przyjemności trzeba dawkować, a cztery płyty z kwartetami to i tak wystarczający powód, żeby zagłębić się w tę muzykę pokłonić się przed geniuszem Beethovena.

Damian Kułakowski

Ludwig van Beethoven, The Complete String Quartets, vol. 1, wyk. Belcea Quartet, Zig-Zag Territoires 2012.

 

NA ZDJĘCIU: BELCEA QUARTET, FOT. BENJAMIN DE DISBACH.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.