Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

7 i pół minuty z maestro Pendereckim

asd asd

Sławny kompozytor znalazł czas na rozmowę z Damianem Kułakowskim w dniu Święta Muzyki, 21 czerwca, w siedzibie Orkiestry Sinfonia Varsovia na Grochowie.

 

Damian Kułakowski: Przeglądając spis  pana kompozycji, zauważyłem, że skrzypce zajmują ważne miejsce w Pana twórczości.  

Krzysztof Penderecki: Nie tylko skrzypce, ale w ogóle instrumenty smyczkowe. Miałem jakieś 6 lat, gdy zacząłem się uczyć gry na skrzypcach. W młodości chciałem być solistą i w tym kierunku mnie trenowano. Potem jednak kompozycja wciągnęła mnie bardziej i wolałem pisać niż ćwiczyć. Przygotowywałem Koncert fis-moll Wieniawskiego. Byłem ze swoich efektów niezadowolony. Nie mogłem go wykonać tak, jakbym chciał. To właśnie wywołało moją niechęć do ćwiczenia i w jednym dniu przestałem grać.

Koncert fis-moll pokonał niejednego skrzypka.

Tak, można się na nim potknąć. Poza tym jest też druga  kwestia. Jestem leworęczny. Te wszystkie staccata, spiccata, które praworęcznym nie sprawiają takiej trudności, dla mnie były o wiele trudniejsze. To też był poniekąd powód mojej rezygnacji ze skrzypiec.

W Pana twórczości można wyróżnić najpierw okres awangardowy, potem przyszedł okres neoromantyczny. Czy nadal szuka Pan nowego, innego języka, który jeszcze lepiej oddawałby treści, jakie chce Pan zawrzeć w muzyce?

Myślę, że mój język  muzyczny znalazłem już dawno, z końcem 70-tych lat. Od tego czasu moja muzyka się nie zmienia. A okres zainteresowania awangardą? Cóż… Był raczej krótki. 4, może 5 lat.

W Pana twórczości można zaobserwować dużo odniesień do tematyki religijnej.

Owszem. Po pierwsze urodziłem się w małym miasteczku galicyjskim, gdzie religia odgrywała ważną rolę, tym większą, że wychowywałem się w czasie wojny. Wtedy Kościół odgrywał bardzo pozytywną rolę, również politycznie. Dlatego tematyka religijna jest obecna w moich kompozycjach. Gdybym się urodził teraz, nie wiem czy byłbym tak religijny, jak byłem wówczas, jako dziecko. 

Powszechnie wiadomo, że Pana zamiłowaniem są drzewa. Czy ta pasja ma odzwierciedlenie w Pana twórczości? Czy znajduje Pan natchnienie do pracy przebywając wśród drzew?

Trudno powiedzieć. Jest to raczej relaks. Tę pasję mam chyba zapisaną genetycznie. Mój pradziadek był nadleśniczym w dobrach Raczyńskiego koło Dębicy. Mój dziadek był Niemcem. Pochodził z rodziny niemieckiej, która przyjechała szukać pracy w Polsce. Dziadek też interesował się drzewami. Uczył mnie np. po łacinie nazw wszystkich drzew. W wieku 5-6 lat znałem ich już bardzo wiele. I tak to się zaczęło.  Potem kupiłem ziemię, posadziłem pierwsze drzewo, a teraz jest ich kilkanaście tysięcy. 

Wspiera i propaguje Pan rozwój młodych muzyków poprzez Europejskie Centrum Muzyki w Lusławicach. 

Owszem. Teraz dopiero mam ochotę rzeczywiście się tym zająć na poważnie. Zbudowaliśmy wielką salę koncertowa na 800 miejsc, w której młodzi muzycy będą mięli okazję dawać koncerty i słuchać wykładów. Myślę, że jest to dobry krok w kierunku rozwijania talentów młodych ludzi.

Niedługo ma się odbyć prapremiera Pana nowego koncertu na skrzypce i altówkę.

Właśnie go  napisałem na dwusetną rocznicę założenia Musikverein. Wykonają go Jansen i Rachlin. Rachlin wyjątkowo na altówce. 

Czy utwór zaskoczy słuchaczy?

Chcę zaskakiwać muzyką, a nie jakimiś efektami. Myślę, że język którym się posługuję, już się chyba nie zmieni i nie będzie zaskakiwać.  To nie o to chodzi. Chodzi mi o to, by pisać dobrą muzykę, która przeżywa nie tylko pierwsze wykonanie, lecz stale jest obecna na koncertach. Moje utwory są dalej grane. Ja nie jestem kompozytorem pierwszego wykonania. Zaskoczenie może być jedno, a później o utworze się zapomina. 

Jaka jest wg Pana wizja muzyki np. na rok 2050? W jakim kierunku pójdą kompozytorzy?

Nie jestem prorokiem. Okazało się, że poprzednio futuryści mylili się w swoich wizjach. Ja nic nie przewiduję. Wiem jaką JA muzykę chcę pisać. A co się będzie działo? Nie wiem. Po okresie zachłyśnięcia się awangardą, gdzie dostęp do niej  miał każdy: zdolni i niezdolni, muzyka popsuła się. Właśnie ci słabsi kompozytorzy do tego doprowadzili, bo w większości naśladowali innych, zamiast szukać nowych ścieżek.  Ja nigdy nie należałem do żadnej grupy, byłem osobno i nadal idę swoją drogą. Właściwie nie chcę wiedzieć, co robią i będą robić inni. 

Rozmawiał Damian Kułakowski


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.