Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

5. Bezczasowość czasu – „Makrokosmos I i II” George’a Crumba (3)

Grzegorz Dąbrowski Grzegorz Dąbrowski

9.

Psychologiczna złożoność muzyki nie zależy od złożoności jej struktury.

Makrokosmos a szczególnie drugi zeszyt cyklu, jest także wyraźnym manifestem antywojennym. Część siódma bowiem nosi tytuł Tora! Tora! Tora!  – był to okrzyk japońskich pilotów atakujących Pearl Harbor – natomiast część dwunasta, (także o budowie kolistej), zatytułowana Agnus Dei przedstawiona jest w postaci symbolu pacyfizmu, który pierwotnie towarzyszył manifestacjom przeciwko zbrojeniom nuklearnym w latach 50.  W tym kontekście był to sprzeciw Crumba wobec wojny w Wietnamie, a także kontemplacja, modlitwa nad jej ofiarami. Warto bowiem zwrócić uwagę, że prócz kolistości, pojawia się w tej części cyklicznie powtórzony fragment modlitwy Agnus Dei: Dona nobis pacem, czyli Obdarz nas pokojem.

 

10.

 Zawsze uważałem muzykę za bardzo dziwną materię, materię wyposażoną we właściwości magiczne.

Efekt końcowy, osiągnięty w Makrokosmosie to zasługa bardzo wielu czynników, między innymi nowatorskich środków technicznych, dzięki którym brzmienie tego utworu jest tak niezwykłe i niepowtarzalne. Makrokosmos został napisany na fortepian amplifikowany, co znaczy, że jego brzmienie zostało wzmocnione elektronicznie. Było to podyktowane przede wszystkim względami praktycznymi, gdyż wiele spośród brzmień odznacza się tak niskim poziomem dynamiki, że normalnie nie byłoby ich słychać. Kompozytorowi chodziło o wykonanie na żywo, które jest dlań najważniejszą formą prezentowania każdej muzyki, niepowtarzalną i nieprzewidywalną, czego o nagraniach nie można powiedzieć. Jest to także powód, dla którego Crumb nie komponuje muzyki elektronicznej, ani nie korzysta z niej, bowiem utwór elektroniczny nie podlega interpretacji, za każdym razem brzmi tak samo. Amplifikacja jednak, oprócz względów praktycznych ma jeszcze tę zaletę, że, jak mówi sam kompozytor: tworzy się [wokół dźwięku] ciekawa otoczka; to coś więcej niż tylko zwielokrotnienie realnego czy naturalnego brzmienia – pojawia się inny wymiar.

 

11.

Muzykę można zdefiniować jako system proporcji służący duchowym porywom.

Crumb stawia także wysokie wymagania przed wykonawcą, pianistą. Dla osiągnięcia tej tajemniczej, magicznej aury zmuszony jest szeptać, śpiewać, gwizdać, grać wewnątrz instrumentu na rozmaite sposoby: zarywając struny, wydobywać przez flażolety określone tony składowe dźwięku, szurać po nich szczotką, stukać w pudło rezonansowe, a wszystko to robić z taką uwagą, by nie stracić nic z tej onirycznej aury dźwięków wybrzmiewających dużo dłużej dzięki amplifikacji.

 

12.

Pracuję wolno. Nie piszę dużo. (…) Pracuję intuicyjnie. (…) Pracuję posługując się słuchem.

George Crumb wyłamuje się spośród kompozytorów awangardowych przede wszystkim przez skupienie na brzmieniu, na wyrazie, który ma dotrzeć do słuchacza, a nie tylko do teoretyka, zajmującego się jedynie jej powłoką, konstrukcją. A jak wiadomo muzyka to nie tylko zbiór zasad i teorii, to także wrażenie jakie pozostawia na nas brzmienie lub jego brak. I tym naczelnym kryterium kieruje się w swej twórczości Crumb. Muzyka jest też dla niego fantastyczną lekturą. Twierdzi, że jeśli słuchacz nie ma kontaktu z rękopisem, czy wydaniem faksymilowym utworu, którego słucha, bardzo wiele traci, bowiem w zapisie tym zawarta jest cała dusza kompozytora. Uwielbia czytać partytury Mahlera, te zapisane jego dłonią, ze wszystkimi wątpliwościami, czy odwagą, błędami, czy pewnością. Dlatego utwory Crumba wydawane są w postaci faksymilowej, by odbiorca, a zwłaszcza wykonawca miał do czynienia dokładnie z tym samym materiałem, na którym pracował kompozytor. Wydawca ma jednak to szczęście, że jego rękopisy są tworzone z precyzją i nabożeństwem, a wszelkie uwagi zanotowane są kaligraficznie, tak że nie wymagają one żadnych poprawek.  Bardzo wiele zyskuje się mając przed oczami wszelkie kręgi, spirale, czy po prostu gęstość faktury. Pobudzając do pracy oba zmysły odbiorca tej muzyki zamiera w bezruchu, chcąc nie dopuścić do uronienia ani kropli z tego strumienia muzyki, czasem wzburzonego, a czasem spokojnego i gładkiego jak tafla wody, którą jeden podmuch może zmącić.

 

Grzegorz Dąbrowski

 

Wszelkie cytaty, czy inspiracje zaczerpnąłem z książki Marty Szoki pt. George Crumb. Muzyka onirycznych wizji i magicznych formuł, Akademia Muzyczna im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, 2011.

(GD)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.