Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Zmartwychwstanie? Tak!

Damian Kułakowski Damian Kułakowski

 

 

Drugi, obok Beethovenowskiego, najważniejszy w Polsce festiwal muzyki poważnej ruszył właśnie pełną parą. IX Festiwal Chopin i Jego Europa zainaugurowano w Filharmonii Narodowej trzema utworami polskich kompozytorów: Witolda Lutosławskiego, którego setną rocznicę urodzin w tym roku obchodzimy, Fryderyka Chopina-patrona festiwalu, oraz Krzysztofa Pendereckiego, który tego wieczoru wystąpił w podwójnej roli kompozytora i dyrygenta. Orkiestra zaś, którą maestro prowadził uchodzi za jeden z najlepszych rosyjskich zespołów. Rosyjska Orkiestra Narodowa wykonała Muzyką żałobną na smyczki Lutosławskiego, dalej był Koncert fortepianowy e-moll Chopina z solistą Nelsonem Goernerem (który wystąpił w zastępstwie za chorego Dang Thai Sona) oraz ­ moim zdaniem najlepszy punkt programu – Koncert fortepianowy „Zmartwychwstanie” Pendereckiego, w którym to partię solową wykonał Barry Douglas.

Niestety, orkiestra nie zachwyciła mnie. Smyczki, choć grające jednolitą barwą i generalnie czysto, nie potrafiły wydobyć tajemniczego piana, które jednak w Muzyce żałobnej powinno znaleźć swoje miejsce. Podobnie było w Koncercie Chopina. Na szczęście subtelne i romantyczne piano, które mam na myśli, stało się udziałem gry Nelsona Goernera, który zachwycił mnie szczególnie kantyleną II części oraz niewymuszonym rubatem. Choć na każdym Festiwalu „Chopiny” mnożą się jak grzyby po deszczu, to tej interpretacji wysłuchałem z wielką przyjemnością, ale i dozą irytacji wobec nie zawsze punktualnej gry orkiestry. Oczywiście, Chopin zawsze się obroni, nawet jeśli nie wszystko słuchaczowi odpowiada.

Przejdę zatem do ostatniej pozycji wieczoru – Koncertu Zmartwychwstanie, kompozycji napisanej w latach 2001-2002, a która swój ostateczny kształt uzyskała za sprawą zamachu na WTC 11 września 2001 roku. To jednoczęściowe dzieło pełne jest najrozmaitszych planów dźwiękowych ze szczególnym uwzględnieniem grupy perkusji i jej roli w kształtowaniu dramaturgii utworu. Kilkakrotnie pojawiający się, wyskandowany motyw rytmiczno-melodyczny, z początku występujący w wiolonczeli, jest jakby myślą przewodnią, która co jakiś czas „mówi” memento mori. Swoją drogą i dzwonów, spreparowanych elektronicznie w Koncercie nie brakuje. Barry Douglas doskonale poradził sobie z trudną partią fortepianu i przykuł uwagę, choć jego rola na tle ogromnej orkiestry nikła miejscami.

To dzieło z pewnością zapewnia sobie miejsce na salach koncertowych. Jego przystępność tkwi zarówno w bardzo efektownej instrumentacji, jak i tradycyjnych odniesieniach tonalnych, dobrze znanych nawet niezbyt wytrawnemu melomanowi. Tutaj też rosyjska orkiestra zrehabilitowała się (być może dlatego, że więcej w Koncercie było miejsc forte), co oczywiście stało się za sprawą maestro Pendereckiego, który jak nikt wie, jak wykonywać swój własny utwór.

I tak też się zaczął festiwal Chopin i Jego Europa. Z dnia na dzień emocje będą coraz większe choćby dlatego, że ilość gwiazd przyprawia o zawrót głowy. Moja jednak rada dla osób, które będą chciały za wszelką ceną wysłuchać wszystkich koncertów, jest następująca: nie dajmy się zwariować liczbą koncertów. Lepiej wybrać się na kilka koncertów mniej, lecz świadomie dokonać ich wyboru, pomyśleć o naszych doznaniach, poddać się urokowi muzyki głębiej. Niech pozostawi ona ślad większy i istotniejszy niż naderwany róg biletu wejściowego…

Damian Kułakowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.