Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

Beethoven na początek „Beethovena”.

asd asd

Z radością mogę napisać, że rozpoczął się 17. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena.                             

Z „radością” w podwójnym tego słowa znaczeniu, bowiem koncert inauguracyjny, przyniósł całą gamę wspaniałych przeżyć, ponadto opiewanych słowami Friedricha Schillera, które Beethoven zdecydował się zacytować w swej IX Symfonii. Oda do radości z pewnością  zapadła  w pamięci słuchaczy, gdyż nie sposób było pozostać obojętnym na fenomen ostatniej symfonii klasyka. 

Niewątpliwy sukces koncertu należy przypisać Kirillowi Karabitsowi – utalentowanemu ukraińskiemu dyrygentowi, który w ostatnich latach współpracował z Bournemouth Symphony Orchestra, Royal Philharmonic Orchestra czy BBC Symphony, dając tym dowód swego profesjonalizmu i  predyspozycji dyrygenckich. 

Fantazja d-moll na fortepian, chór i orkiestrę op. 80 z udziałem pianistki Mūzy Rubackytė, była jakby preludium do IX Symfonii. Takie wrażenie odnosi się szczególnie w zestawieniu z ostatnim z symfonicznych dzieł, gdyż motywy melodyczne Ody do radości w zmodyfikowanej formie przeplatają się tam co chwilę. Może to zbieg okoliczności, a może nie. Faktem jest, że melodyka pojawiająca się tu, to jakby ziarno, które wykiełkowało i rozkwitło w pełni na kartach finału IX Symfonii. Do tego partia fortepianu, grana z  blaskiem i entuzjazmem, tworzyła w połączeniu z chórem Filharmonii Krakowskiej i Orkiestrą Akademii Beethovenowskiej piękny dialog, często oparty na imitacyjnych lub wariacyjnych przekształceniach. Sprawność techniczna Mūzy Rubackytė i jej charyzma nie mogły umknąć słuchaczom. Szczególnie fragmenty solo, pełne ornamentalnej finezji i potraktowane quasi ad libitum, przypominały o tym,  jak wielkim  kompozytorem i pianistą był Beethoven. 

Gdy przyszedł czas na IX Symfonię, odniosłem wrażenie, jakby tak cenione przez Beethovena wartości, jak braterstwo, jedność, wolność, a nade wszystko radość, odezwały się wspólnie, z początku wyłaniając się z dźwięków skrzypiec, kontrabasów i waltorni. Punktowane rytmy, wykonane bardzo precyzyjnie i z należytą dbałością o czas, skandowały hasło przewodnie Festiwalu: „Wzniosłość i entuzjazm”. Nie na darmo użyłem już tych słów wcześniej. Orkiestra Akademii Beethovenowskiej tchnęła w muzykę tenże entuzjazm, bo wzniosłość muzyki Beethovena obroni się zawsze sama. Czasem tylko wspaniały obraz dźwiękowy zmącony był partiami dętych blaszanych, które nie zawsze odzywały się punktualnie, a w szybkich, motorycznych fragmentach zdawały się ociągać resztę zespołu. Przy ogólnym jednak wrażeniu estetycznym nie było to nazbyt rażące, zwłaszcza, że czujność poszczególnych grup oraz duża umiejętność kształtowania frazy, przy wspólnym jej rozumieniu, dawały efekt dobrego porozumienia.

Soliści, którzy obok Chóru Filharmonii Krakowskiej, wykonali IX Symfonię to wybitni śpiewacy polscy               i i zagraniczni. Partię sopranu wykonała Sabina von Walther, mezzosopranu – Joanna Dobrakowska, tenora –  Eric Barry, oraz barytona – Klemens Sander. Kwartet wokalny, z partiami skomponowanymi jak dla instrumentów muzycznych, a nie na głos ludzki, sprostał jednak trudnemu zadaniu wykonawczemu. Ich śpiew był czysty i mocny, a barwa poszczególnych głosów spoista. 

IX Symfonia, choć umieszczona wśród ostatnia opusów, na 17 Festiwalu Wielkanocnym zagościła na samym początku. Dziesiąty już raz Warszawa organizuje to  artystyczne wydarzenie. To kolejna okazja do spotkania ze wspaniałymi muzykami i ich kreacjami. Swe inauguracyjne przemówienie Elżbieta Penderecka rozpoczęła słowami: „Szanowni Państwo, DRODZY MELOMANII”. Ta druga formuła, chyba najlepiej obrazuje grupę odbiorców, dla jakiej przeznaczony jest Festiwal. To oczywiście tylko początek wrażeń festiwalowych. W programach kolejnych koncertów znajdą się utwory Wielkiej Trójki polskiej muzyki XX wieku – Witolda Lutosławskiego, Henryka Mikołaja Góreckiego i Krzysztofa Pendereckiego oraz dzieła Wagnera i Verdiego, których 200. rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku. Jeśli zatem z koncertu na koncert atmosfera będzie coraz gorętsza, to pod koniec festiwalu będzie można sobie zadać pytanie, dlaczego Oda do Radości nie mogłaby rozbrzmieć po raz drugi, na koncercie finałowym. 

Damian Kułakowski

Recenzja z koncertu inaugurującego 17. Wielkanocny festiwal Ludwiga van Beethovena w Filharmonii Narodowej w Warszawie 17 marca 2013 r.

Fot. Bruno Fidrych dla Stowarzyszenia im. Beethovena.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.