Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

1, 2, 3!

Marcin Oszczyk Marcin Oszczyk

21.08.2012, godz. 19.00: Recital fortepianowy
Sala Kameralna Filharmonii Narodowej
Evgeni Koroliov (fortepian) 

Johann Sebastian Bach
VI Partita e-moll BWV 830
Concerto nach Italienischem Gusto BWV 971

[przerwa]

Fryderyk Chopin
Nokturn cis-moll op. 27 nr 1
Nokturn fis-moll op. 48 nr 2
Scherzo E-dur op. 54
Mazurek a-moll op. 17 nr 4
Mazurek C-dur op. 24 nr 2
Mazurek e-moll op. 41 nr 1
Ballada f-moll op. 52

Raz!

Evgeni Koroliov prawdziwie jest mistrzem interpretacji Bacha. Pierwsza połowa koncertu była jednym słowem rewelacyjna. Każdy utwór był przemyślany, spójny, logiczny; świetna praca pedału; prowadzenie głosów tak naturalne, że aż głupio chwalić (jak gdybym miał chwalić za oddychanie). Szybkie części lekkie i dowcipne (koncert) lub pełne blasku i drapieżne (partita); wolne napięte jak struna do granic możliwości. Każda zmiana dynamiczna, zaznaczenie głosu, akcent, ozdobnik były przemyślane i zagrane z sensem i celem. Po zakończeniu pierwszej części w głowie miałem tysiąc pomysłów, które mogę wykorzystać samemu. Mamy więc jednoznacznie pierwszorzędne wykonania.

Dwa!

Przed drugą częścią byłem zaniepokojony z oczywistych powodów. Niestety pierwsze utwory nie podniosły mnie na duchu. Nokturny były zagrane dobrze, ale bez tego niewiarygodnie celnego i przemyślanego konceptu, który cechował wykonania Bacha. Scherzo E-dur wydawało mi się strasznie poszatkowane, ciężko było zorientować się w jego konstrukcji a każdy kolejny motyw wydawał się nie mieć związku z poprzednim. Ale gdy byłem już gotów się z tym pogodzić, usłyszałem pierwsze dźwięki Mazurka a-moll. Te następujące po scherzu mazurki były przepiękne. Każdy w innym nastroju, z innym pomysłem, spójny, stonowany stosownie do rozmiaru. Tu więc dwojako.

Trzy!

Wreszcie Ballada f-moll. Obawiałem się, że podobnie jak przy scherzu, nie uda się utrzymać tak długiej formy zwartą. Jednak niepotrzebnie – dramaturgia rozwijała się niemal nieprzerwanie od anielsko delikatnego wstępu do burzy w kodzie. Nie było to najwspanialsze wykonanie, jakie słyszałem (przepiękne mieliśmy okazje słyszeć kilka dni temu dzięki Nelsonowi Goernerowi), jednak oceniam je zdecydowanie pozytywnie. I o ile wczoraj (przedwczoraj; 20.08) opinie co do trzech bisów były mieszane, dziś chyba nikt nie ma wątpliwości, że były to bisy zupełnie „zasłużone”. Tym bardziej, że znalazły się tam takie perełki jak wykonanie Etiudy f-moll op.25 nr 2Tak trzymać!

Marcin Oszczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.