Say gra Beethovena

Kultura? Nie słodzę.

Jak (i czy) muzykują Polacy. Rozmowa z Mateuszem Migutem

Chłopecki o młodym Albanie

Skrzypkowie marnotrawni, czyli jak altówka wróciła do łask

Jutrzenka skrzypka – rozmowa z Januszem Wawrowskim

Język muzyczny Lutosławskiego

Penderecki pod palcami chuligana

„Superformuła” jako równanie na wszechświat

„A myśmy wyrośli z wierzbami nad Wisłą…”*

Dorota Łomicka Dorota Łomicka

Dorota Łomicka: Na co dzień zajmuje się pan prowadzeniem firmy niezwiązanej z działalnością artystyczną, skąd więc pomysł na założenie zespołu? Czy miało to związek z pana zainteresowaniami?

Piotr Onyszko: Zespół, czyli działalność artystyczna, była pierwsza. Od dziecka należałem do Harcerskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka” im. Druha Wacława Milke, równolegle oczywiście zdobywałem wykształcenie techniczne kierunkowe. Później był czas na dwa lata tańca zawodowego w Centralnym Zespole Wojska Polskiego. Po powrocie do Płocka okazało się, że głowa nadal w sprawach artystycznych tkwi i tak się poukładało, że wykonuję dwa zawody.

Skąd tematyka ludowa?

Tak jak powiedziałem, jeśli ktoś jako dziecko się zarazi, to już w tym zostaje.

Jakie są pana relacje z członkami zespołu? Czy rządzi pan twardą ręką, czy raczej prowadzi ich za rękę?

Taką grupą ludzi nie da się rządzić bez dyscypliny. Staram się tak działać, żeby ta dyscyplina była świadoma, to znaczy żeby wiedzieli, że podporządkowywanie się pewnym regułom, wstawanie o konkretnej godzinie, bycie przygotowanym na czas – de facto im służy. Poza tym staram się stawiać sprawy jasno, określam dosyć precyzyjnie wymagania i oczekiwania wobec nich i w momencie, kiedy ktoś zgadza się na to, chce być w zespole i chce działać według tych reguł, to działa.

Jak współpracuje się panu z młodzieżą?

Znakomicie. Każde spotkanie z tymi ludźmi dopompowuje nam energii co wtorek i czwartek (próby). Wszystkie opowiadania, że młodzież jest dzisiaj taka czy inna, można według mnie włożyć między bajki. Tej młodzieży trzeba tylko dać zajęcie, coś, co ich interesuje – w naszym przypadku jest to folklor.

Jakie są pana plany na przyszłość dotyczące zespołu?

Powiem tak, dzisiaj, po siedemnastu latach, jako kadra zgodnie twierdzimy, że nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy kiedyś w takim miejscu. Na dzień dzisiejszy zespół ma dwanaście pozycji programowych, z czego większość możemy grać z Płocką Orkiestrą Symfoniczną, co jest absolutnym ewenementem na skalę kraju, żeby zespoły amatorskie grały z zawodowymi orkiestrami. Staramy się co najmniej raz na dwa lata poszerzać repertuar, żebyśmy nie stali się nudni. Pokazując się tutaj, w Płocku, dwa-trzy razy do roku na jakimś galowym koncercie, działamy tak, aby płocka widownia non stop miała jakiś nowy program. Co do planów, to w przyszłym roku prawdopodobnie weźmiemy się za nową kompozycję, chodzi mi już po głowie pomysł, ale jeszcze muszę parę rzeczy dograć. Poza tym kolejny nabór, kolejna praca z młodzieżą, co wbrew pozorom jest dosyć schematyczne, bo trzeba zachęcić nowych, nauczyć ich, ci tak zwani starzy rozjeżdżają się po kraju, wyjeżdżają na studia, przychodzą nowi i tak się ta maszynka kręci.

Sukcesy zespołu, z których jest pan najbardziej dumny?

Tych sukcesów jest sporo. Takim pierwszym bardzo znaczącym sukcesem był dwutygodniowy udział w koncertach w Walt Disney World na Florydzie, był to rok milenijny, więc byliśmy tam jedynym polskim akcentem artystycznym w całe te szalone wakacje 2000 roku. I to był taki pierwszy sukces, zespół był młody, miał pięć lat. Następnie w 2004 roku przyszło Grand Prix Polski, czyli takie mistrzostwo Polski zespołów pieśni i tańca, w 2009 roku zdobyliśmy tę nagrodę raz jeszcze, w tym samym roku dostaliśmy Nagrodę Prezydenta Miasta Płocka za działalność artystyczną, w następnym, 2010 roku, otrzymaliśmy Nagrodę Marszałka Województwa Mazowieckiego i nominację Tygodnika Płockiego w kategorii Kultura – Wydarzenie Artystyczne Roku. Pomijam już te wszelkie wygrane konkursy, mniejsze i większe, bo za długo by mówić.

Jak wygląda współpraca zespołu z innymi grupami?

Jeśli chodzi o działalność zespołu na przestrzeni tych siedemnastu lat, taką istotną rzeczą jest dla nas jest cykl koncertów pod nazwą „Wisła i jej goście”, powstały w 1998 roku po to, żeby tu, do Płocka, zapraszać dobre, renomowane zespoły, żeby publiczności, tak jak wspomniałem wcześniej, się nie nudziło, żeby cały czas był ruch w interesie, żeby był nowy program artystyczny. Między innymi właśnie wtedy zawiązaliśmy przyjaźnie z takimi zespołami jak zespół „Słowianki” Uniwersytetu Jagiellońskiego, zespół „Ziemia Żywiecka” – reprezentacyjny zespół miasta Żywca, zespół „Warszawianka” Uniwersytetu Warszawskiego, Zespół Pieśni i Tańca „Lublin” i wiele, wiele innych, więc to taka istotna sprawa. Istotna może z tego powodu, że jesteśmy prekursorami takiego działania, przeważnie jest jakoś tak niestety, że zespoły zostają we własnym kręgu, a my staramy się być i działać.

Ile trwają przygotowania do koncertu takiego jak ten w amfiteatrze 1 czerwca?

Przygotowania trwają tak naprawdę cały rok, bo zawsze każdy sezon zaczyna się tym, podobnie jak przygotowują się piłkarze, że trzeba wyrównać technikę taneczną i wokalną wszystkich uczestników zespołu, trzeba spowodować ćwiczeniami, żeby mieli siłę w nogach do tańca, bo muszę powiedzieć, że wyskakać taki koncert jak ostatnio jest bardzo ciężko, dwa – trzy kilo lżejszy człowiek potem wychodzi, więc muszą mieć siłę, żeby zatańczyć i zaśpiewać. Natomiast sama końcówka przed takim koncertem jak pierwszego czerwca, to jest też trochę taktyki jak w piłce nożnej, że trzeba ich porozstawiać po tej scenie, zwrócić im uwagę na konkretne rzeczy, które ich na tej scenie czekają. Nie wolno ich wtedy forsować, nie wolno wtedy od nich wymagać, żeby dawali z siebie 110%, bo te 110% trzeba zostawić na koncert. Jedną z dosyć nowoczesnych metod przygotowań jest nagrywanie występu, ostatnio corocznego koncertu z okazji Dnia Matki w Gimnazjum nr 5 w Płocku, i wszystkie rzeczy, które jeszcze można było zmienić do 1 czerwca, zostały poprawione na trzech ostatnich próbach, czyli trzeba było obejrzeć nagranie, przeanalizować je, wynotować uwagi i poprawić to, co tej poprawy wymagało. Taka zwykła, fachowa robota.

Co pan, jako szef zespołu, sądzi o tym koncercie?

Ja nigdy nie oceniam koncertu swojego zespołu w sensie bezpośrednim, zawsze interesuje mnie to, jaki sposób reaguje publiczność, a myślę, że mimo tego zimna, które nas spotkało, reagowała bardzo pozytywnie. Mam oczywiście swoje uwagi, które postaram się skorygować, bo od momentu, kiedy szef artystyczny zespołu jest już zadowolony, zaczyna się koniec zespołu.

 

 

Kadra zespołu:

Beata Kamińska – przygotowanie wokalu zespołu

Małgorzata Onyszko – instruktor tańca

Paulina Pabias – instruktor tańca

Agnieszka Sieklucka – garderobiana

 

Jerzy Cichocki – akompaniator

Antoni Mikołajewski – akompaniator

Piotr Kelm – szef kapeli

Włodzimierz Szpotański – przygotowanie wokalu grup młodszych

Piotr Onyszko – kierownik artystyczny zespołu

 

 

 

*motto działalności zespołu będące fragmentem hymnu zespołowego autorstwa Pani Anny Kühn-Cichockiej

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.